Złożyliśmy hołd "Zawołanym po imieniu
W samo południe, na terenie parafii pw. św. Izydora w Markach, mieszkańcy złożyli kwiaty pod tablicą „Zawołanych po imieniu". Gest ten był oddaniem hołdu Polakom, którzy podczas niemieckiej okupacji ratowali Żydów przed zagładą, a sami padli ofiarami terroru III Rzeszy za okazaną pomoc.
Tablica „Zawołani po imieniu" upamiętnia tych, którzy zapłacili ostateczną cenę za swoją postawę moralną. To polskie rodziny, które nie pozostały obojętne wobec bezpardonowego истребления żydowskiego społeczeństwa, wiedząc jednocześnie, że ich czyn grozi śmiercią. Długi czas ich poświęcenie pozostawało w cieniu, znane jedynie rodzinom i lokalnym wspólnotom. Dopiero dziś ta pamięć, przekazywana z pokolenia na pokolenie, staje się sprawą ogólnie znaną i wciąż odkrywaną na nowo przez współczesne społeczeństwo.
Wśród tych bohaterów są mieszkańcy Marek: Marianna Banaszek, jej syn Władysław oraz córka Stanisława. Wszyscy trzaj zostali zamordowani przez Niemców za udzielenie pomocy Żydom w czasie okupacji. Historia rodziny Banaszków ilustruje, jak trudne decyzje podejmowano wówczas w prywatnych domach, gdzie każdy dzień przynosił zagrożenie.
Kiedy w 1939 roku wybuchła druga wojna światowa, 50-letnia Marianna Banaszek mieszkała w Markach przy ulicy Zabawnej wraz z dorastającymi dziećmi: Władysławem w wieku 20 lat, Wiktorią (19 lat) i Stanisławą (17 lat). Rodzina borykała się z głodem i ubóstwem, szukając jakichkolwiek sposobów na utrzymanie. W tych tragicznych warunkach podjęli decyzję, która miała zmienić ich losy na zawsze. Postanowili wynajmować pokoje w swoim domu Żydom zbiegłym z getta warszawskiego, wiedząc doskonale, jakie ryzyko się z tym wiąże.
Jesienią 1943 roku Marianna otrzymała ostrzeżenie, że Niemcy planują przeprowadzić rewizję jej domu. Myśląc o losie swoich nieznanych gości, potajemnie pomogła im opuścić kryjówkę. Sama z dziećmi czekała na przychodzące nieszczęście. Rankiem niemieccy żandarmi rozpoczęli przeszukanie. Marianny w domu nie było – wtedy poszła na poranną mszę do kościoła. Niemcom udało się znaleźć jedynie pusty schron ukryty pod podłogą, ale to potwierdziło ich podejrzenia na temat pomocy udzielanej Żydom.
Konsekwencje były straszliwe i natychmiastowe. Władysław i Stanisława Banaszkowie zostali zawiezieni do cegielni w Markach nad rzeką Długą, gdzie zostali rozstrzelani. Ich ciała pochowano w dołach na terenie cegielni. Marianna zastrzelona została w przedsionku własnego domu zaraz po powrocie z kościoła. Jej zwłoki wrzucono do ogrodu przy budynku. Los 19-letniej Wiktorii Banaszek był równie tragiczny – według relacji sąsiadów zginęła w Warszawie również z rąk Niemców, jednak miejsce jej pochówku pozostaje nieznane do dziś.
Po zakończeniu wojny, szczątki Marianny, Władysława i Stanisławy Banaszków zostały odnalezione i przeniesione na cmentarz parafialny w Markach, gdzie spoczywają w grobie rodzinnym. Ich pamięć, choć przez dziesięciolecia była marginalizowana, wciąż żyje w świadomości lokalnej społeczności i staje się inspiracją dla kolejnych pokoleń.
Ceremonia, która odbyła się w samo południe pod tablicą upamiętniającą „Zawołanych po imieniu", to wyraz wdzięczności dla tych, którzy wybrali postawę człowieczeństwa nad bezpieczeństwem, nienarażoność nad solidarność. Złożone kwiaty były symbolem, że Polska pamięta o swoich dzieciach, które oddały życie ratując innych.
Źródło: UM Marki