Mam NEWSA! Reklama Kontakt Dołącz do nas
Strona główna Kultura Zalesie Dolne: gdzie sztuka spotyka się z naturą
Zalesie Dolne: gdzie sztuka spotyka się z naturą
Kultura Piaseczno

Zalesie Dolne: gdzie sztuka spotyka się z naturą

Zalesie Dolne, niegdyś samodzielna miejscowość, a dziś dzielnica Piaseczna, uchodzi za wyjątkowe miejsce na mapie regionu. To tutaj, od początku XX wieku, rozwijała się urbanistyczna koncepcja miasta-ogrodu, gdzie sztuka i przyroda tworzą nierozłączną całość. O fenomenie tego miejsca i jego artystycznym duchu opowiadała audycja "Ogrody sztuki" emitowana przez Polskie Radio 24 w dniu 8 marca 2026 roku. Prowadząca program Maja Kluczyńska zaprosiła do rozmowy osoby, które od lat dbają o kulturalne dziedzictwo Zalesia: Mirę Walczykowską z Towarzystwa Przyjaciół Zalesia Dolnego, historyka sztuki i rysownika Aleksandra Myjaka oraz Huberta Gieleckiego z Centrum Kultury w Piasecznie.

Historia Zalesia Dolnego sięga głębokie korzenie XX wieku, kiedy to obszar ten zamieniał się w enkławę dla artystów i miłośników piękna. Jednak to, co dziś kojarzy się z miejscem wyjątkowym, mogło pójść w zapomnienie. Stało się inaczej dzięki inicjatywie Towarzystwa Przyjaciół Zalesia Dolnego, które od 2008 roku organizuje wydarzenia zwane Otwartymi Ogrodami. Pomysł zrodził się z potrzeby budowania lokalnej wspólnoty i pragnienia ukazania unikalnego charakteru dzielnicy. Jak wyjaśniła w audycji Mira Walczykowska, przewodnicząca Rady Towarzystwa:

"Projekt Miasto Ogrodów narodził się w Podkowie Leśnej. Jest autorskim projektem Magdy Prosińskiej i Łukasza Wilmana. Byłam zaproszona na otwarcie tego projektu i byłam zachwycona pomysłem. I oczywiście wypożyczyłam sobie ten pomysł za zgodą autorów"
.

Przez dwanaście lat Towarzystwo Przyjaciół Zalesia Dolnego we współpracy z Centrum Kultury w Piasecznie organizowało corocznie otwarcie prywatnych ogrodów dla mieszkańców i gości z całej okolicy. Było to przedsięwzięcie niezwykłe – ludzie mogli wejść za bramy posesji zwykle niedostępnych, poznać tajemnice ich zaplanowania i spotkać artystów-właścicieli. Walczykowska wspomniała, że sama idea wzbudzała sporą podejrzliwość.

"Ludzi wzbudzały to ogromne zainteresowanie, dlatego że nagle okazało się, że oni mogą wejść do cudzego ogrodu, poznać tajemnice. Często bardzo ciekawe, bo wybraliśmy takie ogrody historyczne albo artystyczne"
.

Po dwunastu latach zorganizowania tradycyjnych Otwartych Ogrodów poczucie wyczerpania tematu skłoniło organizatorów do zmiany podejścia. Współpracę podjął profesor Adam Myjak, wybitny rzeźbiarz i wieloletni rektor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Przez trzy lata profesor aktywnie uczestniczył w realizacji projektu, a jego ogród rzeźb stał się jedną z głównych atrakcji. Jego posesja położona niedaleko od galerii Miry Walczykowskiej – tak bliski sąsiedztwo, że działki graniczyły przez płot – tworzyła wyjątkową całość artystyczną. Rzeźby rozmieszczone wśród drzew i krzewów zmieniały swoje oblicze wraz ze zmianą światła i pór roku, co profesor obserwował każdego dnia, siedząc w swoim ogrodzie.

W jednym ze swoich wypowiedzi, którą cytował na antenie Lechosław Alameński w artykule "Człowiek w twórczości Adama Myjaka" opublikowanym w piśmie "Akcent" nr 1 z 2006 roku, profesor Myjak pisał:

"Godzinami mogę siedzieć w swoim ogrodzie i obserwować swoje rzeźby i ciągle wracać do nich, nanosić poprawki, pracować dalej nad nimi"
. Dodawał również:
"W tych ogrodach, gdy wstaję rano, widzę wspaniałe światło zmieniające się nieustannie. Cudownie modelujące materię drzew, trawy, ziemię. W świetle tym zmieniają się również moje rzeźby, zmuszając mnie do ich korekt i przy wartościowań. Miejsce to jest dla mnie oazą, w której czuję się wolny, oderwany od wszelkich doczesnych niepokojów"
.

Ogród rzeźb profesora Myjaka to nie zwykła przestrzeń magazynowania dzieł sztuki. To prywatna galeria, starannie zakomponowana, gdzie każda rzeźba ma swoje miejsce i kontekst. Prace wystawiane są w trzech przeszklonych pawilonach, które zapewniają odpowiednie oświetlenie i tworzą wrażenie bycia w muzeum. Pracownia artysty znajduje się nieopodal, a cały kompleks robi wrażenie profesjonalnej ekspozycji, a nie magazynu prac czekających na lepsze czasy. Jak wyjaśnił w audycji syn artysty, Aleksander Myjak, również rysownik i absolwent Akademii Sztuk Pięknych:

"Tata bardzo dbał, żeby to nie było zagęszczone, żeby to było ustawione. Każda z tych prac ma swoje miejsce. Jakiś kontekst, w którym się znajduje"
. Dodał, że ojciec rotował czasami ustawienie dzieł, choć zawsze z dbałością o formę ekspozycji.

Początkowy dystans profesora do idei otwarcia swojego prywatnego ogrodu dla publiczności zmienił się w pełne zaangażowanie. Początkowo nieufny, po pierwszych edycjach Otwartych Ogrodów profesor zmienił zdanie. Walczykowska wspominała jego słowa:

"Słuchaj, ja jestem w ogóle zauroczony. Nigdy w życiu nie miałem takich odbiorców, bo to nie byli właśnie koledzy z akademii czy studenci, czy powiedzmy zainteresowani rzeźbą. To byli zupełnie czasami przypadkowi ludzie, którzy nagle odkryli coś nowego"
. Okazało się, że sztuka profesora Myjaka, choć wymagająca i problemowa, znalazła szerokie grono odbiorców poza specjalistami i akademickimi kręgami.

Historia wydarzeń w Zalesiu Dolnym nabrała nowego wymiaru po śmierci profesora w roku poprzedzającym emisję audycji. Wątpliwości, czy tradycja Otwartych Ogrodów będzie kontynuowana, rozwiały się szybko. Aleksander Myjak, obejmując opiekę nad ogrodem i spuścizną ojca, podjął stanowczą decyzję.

"Stwierdziłem, że nie ma opcji. Muszą być otwarte ogrody. Tata tak polubił tę ideę, że one muszą być przynajmniej raz w roku, jak nie częściej"
. W ubiegłym roku, już bez profesora, przeprowadzono kolejną edycję. Dla Aleksandra było to doświadczenie emocjonalne – pierwszy raz stał się gospodarzem ogrodu bez ojca.
"Było z jednej strony bardzo emocjonalne, trudne, ale zarazem miłe, bo widziałem w oczach po prostu taką żywą emocję szczerą wśród widzów, że oni przyszli nie na spacer, tylko żeby tak jakoś to przeżyć"
.

Obserwacje uczestników pokazują, że Zalesie Dolne przyciąga zarówno stałych bywalców, jak i nowych odwiedzających. Wedle obserwacji prowadzących projekt, około 20 procent publiczności przybywa do ogrodów co roku, stanowiąc stały krąg zafascynowanych zwiedzających. Świadczy to o magnetyzmie miejsca, który sięga poza samo artystyczne zainteresowanie. Hubert Gieleciński z Centrum Kultury w Piasecznie, komentując współpracę, zauważył:

"Myślę, że stworzyliśmy świetną taką platformę do współpracy i z Mirą i później z profesorem Myjakiem, teraz z Orkiem, bo my te pomysły mamy krzyżowo, teraz Mira przychodzi z pomysłem, to my przychodzimy do niej"
.

Specyfika doświadczenia artystycznego w ogrodzie różni się zasadniczo od tradycyjnego odbioru sztuki w galerii czy muzeum. Jak wyjaśnił Aleksander Myjak:

"Co innego zobaczyć rzeźby taty w galerii, w muzeum. Tak, w innych wnętrzach, w przestrzeni. A co innego właśnie w tym ogrodzie"
. Sam fakt, że dzieła umieszczone są w naturalnym otoczeniu, otoczone roślinością i zmiennym światłem, nadaje im inny wymiar interpretacyjny. Ludzie przychodzą mniej spięci, bardziej ufni w swoje możliwości percepcji sztuki. Gieleciński wspomniał, że
"pamiętam kiedyś, jak z Mirą toczyliśmy takie rozmowy o tym, że ludzie boją się wejść do galerii, bo to zobowiązuje. Do tych ogrodów jakoś boją się chyba mniej i przychodzą tacy bardziej ufni w swoją umiejętność postrzegania sztuki"
.

Nieobecność profesora Myjaka nie oznacza zaniku inicjatyw artystycznych w Zalesiu Dolnym. W planach znajduje się znaczące przedsięwzięcie – 16 maja 2026 roku ogród będzie otwarty w ramach ogólnopolskiego ereignenia Nocy Muzeów. To będzie pierwsza taka okazja po śmierci artysty. Centrum Kultury w Piasecznie, Kolonia Artystyczna prowadzona przez Mirę Walczykowską i rodzina Myjaków wspólnie przygotowują program, który ma zaprezentować nie tylko ogród, ale także pracownię profesora. Jak zaznaczył Gieleciński,

"chcemy, bo warto, pokazać ogród profesora Myjaka tym, którzy jeszcze go nie widzieli. Myślę, że ci, którzy widzieli, chętnie wrócą i odkryją w nim nowe rzeczy"
.

Zalesie Dolne funkcjonuje dziś jako dzielnica Piaseczna, jednak zachowuje wyraźną tożsamość artystyczną i kulturalną. Mimo zmian administracyjnych, które miały miejsce w przeszłości, miejscowość pozostaje koloniąartystyczną przyciągającą twórców szukających inspiracji w otaczającym je krajobrazie i cisży. Fakt, że artyści wybierają to miejsce na swoje siedziby i pracownie, świadczy o jego szczególnym charakterze. Walczykowska wyjaśniła:

"To jest miejsce, które artyści również wybierają na swoje takie miejsce do życia. Artystycznego budowania"
.

Współpraca pomiędzy Towarzystwem Przyjaciół Zalesia Dolnego a Centrum Kultury w Piasecznie okazała się długoterminową, zmieniającą się w zależności od pojawiających się możliwości i potrzeb. Jak zauważyła Mira Walczykowska,

"przez te wizyty w tych ogrodach próbowaliśmy ludzi zarazić jakby ideą tego miasta, ogrodu, miasta, lasu. Dla wielu osób Zalesie jakby, że to już była historia, przeszła, że to dzisiaj już jest część Piaseczna. Jakby oni się z tym nie identyfikowali. A nagle okazało się, że ta historia Zalesia i ci ludzie, którzy tutaj mieszkali i ci artyści, którzy w dalszym ciągu mieszkali albo ci, którzy w dalszym ciągu tworzą, są bardzo ważni"
.

Audycja "Ogrody sztuki" w Polskim Radiu 24 ukazała głębokie więzi łączące mieszkańców Zalesia Dolnego z pracą artystyczną, którą podejmowali i którą kontynuują. Dostępny zapis audycji na stronie internetowej www.polskieradio.pl umożliwia zapoznanie się z pełnymi wypowiedziami uczestników rozmowy. Zapisy te dokumentują nie tylko historię konkretnych przedsięwzięć kulturalnych, ale również zmianę postaw i poszerzanie się grona odbiorców sztuki. Dla tych, którzy chcą doświadczyć magii Zalesia Dolnego na własne oczy, czeka je zaproszenie na Wydarzenia organizowane regularnie, przynajmniej raz w roku, przy wsparciu Centrum Kultury w Piasecznie i Towarzystwa Przyjaciół Zalesia Dolnego.

Źródło: UM Piaseczno