Płock dzieli punkty z Szegadem w Lidze Mistrzów
Piłkarze ręczni ORLEN Wisły Płock nie zdołali pokonać węgierskiego OTP Bank-Pick Szeged w ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów. Spotkanie rozegrane w ORLEN Arenie zakończyło się podziałem punktów – 30:30 – po wyrównanej, pełnej emocji rywalizacji, w której obie drużyny walczyły do ostatniej sekundy.
Mecz od pierwszych minut pokazywał, że kibice mogą liczyć na widowisko wysokiej klasy. Imanol Garciandia otworzył listę strzelców dla gości, a odpowiedź płocczan nie zwlekała – Mitja Janc wpisał się na konto gospodarzy. Już w początkowej fazie zarysowała się tendencja, która będzie charakterystyczna dla całego spotkania: żaden z zespołów nie potrafił wybudować sobie wyraźnej przewagi. Szyki obronne płocczan przełamywał Lazar Kukić, który był jednym z najgroźniejszych zawodników Szegedu, zaś obronę dopisywał golkiper Torbjorn Bergerud, umożliwiając Melvynowi Richardsonowi zmniejszenie dystansu do przeciwnika.
Pierwsza połowa przebiegała w szybkim tempie z wymieniającymi się bramkami. Gdy Marin Jelinić i Richardson trafiały dla swoich zespołów, tempo gry rosło. W 12. minucie Gleb Kalarash trafił na ławkę kar, a Mitja Janc nie zmarnował tej okazji, pokonując Rolanda Miklera. Szeged odpowiadał regularnie, a Jeremy Toto oraz Gergo Fazekas utrzymywali drużynę gości w grze. Przełomowy moment nastąpił, gdy trenera ORLEN Wisły – Xaviego Sabatego – zmusiły do wzięcia czasu. Po wznowieniu Przemysław Krajewski trafiał ze skrzydła, ale szybko otrzymał karę dwóch minut, a Kukić ponownie przełamywał obronę. Przed przerwą doszło do jeszcze kilku akcji – w 20. minucie Jeremy Toto znalazł się na ławce kar, zaś Roland Mikler zanotował ważną paradę. Po wyrównianiu się wyniku poprzez trafieniami Mitji Janca i Michała Daszka, ostatnie słowo w pierwszej połowie należało do Jelinicia, który ustalił wynik na 14:15 dla gości.
Druga połowa przyniosła jeszcze bardziej dramatyczną rywalizację. Benjamin Szilagyi otwierał drugą odsłonę dla Szegedu, ale Janc szybko odpowiadał Płockowi. Gdy Abel Serdio trafiał z koła, a Jeremy Toto wykorzystywał błędy gospodarzy, wydawało się, że goście mogą odejść z przewagą. Jednak Melvyn Richardson był bezlitosny – wykorzystywał rzut karny, zdobywał bramki ze skrzydła i ze starcia. W 39. minucie Richardson znowu przełamywał obronę węgierskiego zespołu, a Krajewski znowu trafił na ławkę kar. Tempo było niesamowite – Jeremy Toto podwyższał dla gości, ale Zoran Ilić odpowiadał rzutem z dystansu dla płocczan. Jelinić trafiał ponownie dla Szegedu, Ilić dla Płocka – to był prawdziwy pojedynek.
Ostatnia faza meczu była niezwykle napięta. Sergei Kosorotov doprowadził do wyrównania, następnie ponownie trafiał dla gospodarzy, a jego trzecia bramka w drugiej połowie była szczególnie ważna. Mimo że Jim Gottfridsson notował się dla gości, a Mirko Alilović zanotował skuteczną interwencję, Kosorotov w 56. minucie przywracał parytety. Wszystko zmierzało do dramatycznego finału – Melvyn Richardson z powodzeniem wykorzystywał ostatni rzut karny dla Płocka, ustalając wynik 30:30. Sekundy przed końcem Xavi Sabate wziął czas, ale do wyrównania już nie doszło, a gol Melvyna Richardsona przesądził o podziale punktów.
Wynik 30:30 sprawiedliwie odzwierciedlał przebieg spotkania. Dla ORLEN Wisły Płock punktami błyszczeli przede wszystkim Richardson (8 bramek), Janc (5) oraz Serdio (3), Fazekas (3) i Mihić (3). Dla gości najskuteczniejszy okazał się Jeremy Toto z siedmioma trafieniami, wspierany przez Jelinicia (6 goli) i Kukicia (również 6). Spotkanie pokazało, że obie drużyny są na podobnym poziomie umiejętności i determinacji – ani jedna ani druga nie potrafiła przechylić szali zwycięstwa nawet w ostatnich sekundach gry.
Źródło: SPR Wisła Płock