Mam NEWSA! Reklama Kontakt Dołącz do nas
Strona główna Polityka Historia Wiktorii, która powróciła z Krakowa do Gródka
Historia Wiktorii, która powróciła z Krakowa do Gródka
Polityka Sochaczew

Historia Wiktorii, która powróciła z Krakowa do Gródka

Wiktoria Żołobajło wyjechała z Gródka na Podolu do Krakowa z marzeniem o niezależności i europejskim stylu życia. Po dwóch latach spędzonych w Polsce, pracując w magazynach i salonie urody, odkryła jednak, że szczęście czeka ją w rodzinnym miasteczku. Dziś prowadzi salon fryzjerski „Pudra" odziedziczony po mamie i babci, jednocześnie studiując psychologię, by w przyszłości wspierać ludzi zranionych wojną.

Historia Wiktorii zaczyna się w czasach, gdy Ukraina zmaga się z konfliktem już od ponad dziesięciu lat. W jedenastej klasie dziewczyna marzyła o wyjeździe za granicę, o tym, aby żyć niezależnie i odkrywać świat według europejskich standardów. Marzenie wydawało się jasne i osiągalne. Jednak los napisał inną historię – nie zawsze taką, którą wyobrażamy sobie jako nastolatki, ale często bardziej wartościową.

Punkt zwrotny nastąpił, gdy Wiktoria wyjechała z mamą do Polski w czasie eskalacji konfliktu zbrojnego. Polska okazała się fascynujące bliska – zarówno geograficznie, jak i mentalnie. „Byłam nastolatką i podobało mi się wszystko: ludzie, mentalność, styl życia. Kiedy wróciłam do domu, bardzo tęskniłam za Polską. Postanowiłam: po szkole przeprowadzę się tam na stałe" – wspomina dziewczyna. Podczas gdy jej rówieśnicy przygotowywali się do egzaminów na studia, ona szukała pracy za granicą. Kraków wydał jej się idealnym celem – miastem podobnym do lwowskiego pejzażu, które wydawało się łatwe do oswojenia.

Jej pierwszą pracą w Polsce był magazyn artykułów papierniczych. Umowa była sezonowa i po siedmiu miesiącach wygasła. Wiktoria postanowiła spróbować sił w branży beauty – obszarze, w którym miała już doświadczenie. Jeszcze jako uczennica w domu ukończyła kursy i stylizowała brwi klientkom w salonie prowadzonym przez swoją mamę. Ukraińskie stylistki znalazły ją dzięki postowi na Facebooku, w którym matka opowiadała o talentach córki. Wiktoria zatrudniła się w ukraińskim salonie w Krakowie, ale pobyt tam nie trwał długo. „Ale w Krakowie nie pracowałam długo – warunki nie były zbyt korzystne" – mówi dziewczyna.

Powróciła do pracy magazynowej, licząc na większą stabilność. Niestety, rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej wyczerpująca. Długie godziny, narzucony grafik, bezwzględne wymagania pełnego zaangażowania niezależnie od potrzeb prywatnych czy stanu zdrowia – to była cena, którą trzeba było zapłacić. „Wiele godzin pracy, wyczerpujący grafik, wymagano od nas pełnego zaangażowania, bez względu na czas prywatny czy zdrowie. W końcu odeszłam" – wspomina Wiktoria. Równolegle studiowała psychologię praktyczną na Narodowym Uniwersytecie w Czerniowcach, odbywając zajęcia zaocznie.

Przełom nastąpił podczas sesji egzaminacyjnej. Wiktoria przyjedzie do domu, a po powrocie do Krakowa stanęła przed pytaniem, które zmieniło jej perspektywę. „Pamiętam, jak wróciłam do Krakowa po sesji. Wysiadłam z autobusu i pomyślałam: co ja tutaj robię?. Z każdym dniem coraz bardziej docierało do mnie, że nie widzę tu dla siebie przyszłości. W branży beauty jest ogromna konkurencja, a w domu czeka na mnie moja ukochana «Pudra» i w pełni urządzone miejsce pracy" – dzieli się swoją historią mieszkanka Gródka na Podolu. Po dwóch latach w Polsce podjęła decyzję o powrocie do rodzinnego miasta.

Dziś Wiktoria pracuje w rodzinnym salonie fryzjerskim, gdzie zastała coś, czego nie znalazła na obczyźnie – poczucie sensu i pasji. Klientki wracają. Praca z mamą stała się nie tylko obowiązkiem wobec rodziny, ale rzeczywistą przyjemnością. Obie kobiety stały się najlepszymi przyjaciółkami. „Jestem wdzięczna babci i mamie za tę ścieżkę. Babcia przekazała fach mamie, a mama mnie" – mówi stylistka. To nie zawsze było oczywiste – próbowała uczyć się fryzjerstwa w polskiej szkole i miała nawet praktyki, ale wciąż coś jej nie pasowało. Brwi były jednak czymś innym. „Ale brwi… czuję ten kolor, czuję kształt. Nie muszę się zastanawiać, jak długo trzymać preparat czy jak zmieszać barwniki, ja po prostu to wiem" – wyjaśnia.

Jej plany na przyszłość rozciągają się jednak poza salon. Zamierza łączyć pracę z mamą z praktyką psychologiczną, szczególnie biorąc pod uwagę obecne realia kraju. „W kraju, w którym od ponad dziesięciu lat trwa wojna, specjaliści są niezbędni. Chcę pomagać ludziom, zwłaszcza tym, których zraniła wojna. Wiem z własnego doświadczenia, co oznacza czekanie na bliską osobę z frontu, ponieważ mój ojciec bronił Ojczyzny" – podkreśla Wiktoria. Jej zaangażowanie nie ogranicza się jedynie do zawodowych planów – wspiera też gospodarkę kraju poprzez rozwój małego biznesu i wspiera żołnierzy darowiznami.

Dla Wiktorii ważne jest także poczucie tożsamości kulturowej. Boli ją świadomość, jak głębokie były wpływy rosyjskiej kultury w jej dzieciństwie – od muzyki po bajki. Jej matka zwracała na to uwagę, a ona się oburzała. Dziś spojrzenie się zmieniło. „Przykro mi, że nasze dzieciństwu było tak zdominowane przez rosyjską kulturę: muzykę, bajki… Teraz czuję do tego niechęć. Dziś jasno rozumiem: język ma znaczenie. Nie chcę być częścią zrusyfikowanego społeczeństwa" – mówi dziewczyna.

Mimo przerw w dostawie prądu i syren alarmów przeciwlotniczych, Wiktoria wierzy w przyszłość swojego kraju. Uważa, że jej wyjazd do Krakowa, choć czasowy, dał jej perspektywę, której mogłaby nigdy nie zyskać, gdyby wciąż mieszkała w Gródku. „Gdybym wtedy nie wyjechała, nie «nabiła bym sobie guzów» i być może teraz tylko marzyłabym o emigracji. Nie trzeba bać się błędów. Życie jest za krótkie na strach. Codziennie dokonujemy wyborów i to od nas zależy, jaki będzie rezultat. Szczęście każdego człowieka leży w jego własnych rękach" – podkreśla. Marzy o zwycięstwie, o poranku pod spokojnym niebem bez syren i wspólnej odbudowie kraju. Wie na pewno: jej wkład, nawet w małym Gródku, ma znaczenie.

Historia Wiktorii trafiła do mediów dzięki Centrum Prasowemu Telewizji i Radia w Gródku (Horodok.City) z wsparciem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej dla Dziennikarzy i Korespondentów Wojennych. Gródek w obwodzie chmielnickim to od 1992 roku miasto partnerskie Sochaczewa, co czyni tę historię szczególnie bliską polskim czytelnikom zainteresowanym losem sąsiedniego kraju i możliwościami współpracy między społecznościami.

Źródło: UM Sochaczew